niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 3

*Cassie POV*
- Justin! - Krzyknęłam płacząc, przygnieciona jakimś mężczyzną.
Justin szybko podszedł do Zayna i kilka krotnie uderzył go z pięści w twarz.
- Dla ciebie nie ma już życia. - Justin wyjął broń, a ja zszokowana całą tą sytuacją zaczęłam piszczeć, zakrywając oczy.
Usłyszałam jak drzwi się otworzyły i zamknęły, a ja zostałam sama w pokoju. Siedziałam jeszcze przez dłuższą chwilę na łóżku dławiąc się własnymi łzami.
Usłyszałam trzy strzały i krzyki ludzi.
Nagle drzwi się otworzyły a zza nich niepewnie wyszedł Justin.
- Nic ci nie jest? - Spojrzał na mnie smutno, lecz z determinacją w oczach.
- Nie -Przygryzłam dolną wargę łkając, dalej przyglądając się swoim spodniom jak głupia. Byłam wciąż pijana.
Justin podszedł do mnie i chwycił za rękę.
- Chodź, zaraz przyjedzie policja. Musimy się zmyć.
- Że co? - Prawie krzyknęłam patrząc na niego jak na idiotę.
- Chodź nie marudź. - Pociągnął mnie jeszcze raz i szybko wstałam.
Zaczęliśmy się przepychać przez tłum zagubionych ludzi.
- Dlaczego nie leci muzyka? - Ktoś zapytał
- Zayn nagle musiał wyjechać. - Justin odpowiedział. Widziałam jego dumny uśmiech na twarzy.
- Co to znaczy? - Spytałam zaniepokojona spoglądając na niego.
- Przestań zadawać głupie pytania i idź szybciej. - Warknął, a na moim ciele pojawiły cię dreszcze.
- A Ashley? - Zapytałam bawiąc się włosami
- Kto? - Westchnął zdenerwowany.
- Ashley. - Powtórzyłam. - Moja przyjaciółka - W moich oczach zebrały się łzy.
- Nikt nie może wiedzieć co się wydarzyło. - Otworzył przede mną przednie drzwi od samochodu.
- Gdzie jedziemy? - Spytałam jeszcze nie wsiadając.
- Odwiozę cię, na wszelki wypadek. - Wywrócił oczami odpalając czarne BMW
- Nie musisz. - Powiedziałam dążącym głosem.
- Wsiadaj i zamknij się wkońcu.
Wsiadłam na miejsce obok kierowcy.
- Znowu się widzimy. - Wyciągnął papierosa, po czym wyjechał autem na pustą drogę.
- Tak. - Oparłam się o okno badając wzrokiem obiekty mijające mnie.
Jechaliśmy w ciszy.
Zerknęłam na niego niepewnie.
- Co? - Warknął i spojrzał na mnie na co wzdrgnęłam.
- Jesteś pedofilem? - Parsknęłam.
- Jesteś pijana. - Spojrzał na mnie zirytowany.
- Wiem. - Zaśmiałam się na co on przewrócił oczami.
- Jesteśmy. - Rzucił, szybko się zatrzymując.
- Nie chcę. - Jękłam przypominając sobie wydarzenie sprzed paru godzin.
- Co? - Powiedział z piskliwym, lecz męskim głosem.
Zaczęłam cicho szlochać, kryjąc twarz w dłoniach.
Słyszałam jego głośne westchnięcie i odpalający silnik.
Normalnie bym się nie rozpłakała, ale alkohol na mnie źle wpływa.
Jechaliśmy chwilę gdy nagle Justin gwałtownie zahamował.
- Wysiadaj. - Powiedział spokojnie.
- Co? - Spojrzałam na niego ospale.
- Wysiadaj. - Prawie że krzyknął, cały czerwony na twarzy, było widać żyły pulsujące na jego szyi.
Zrobiłam to co kazał i wysiadłam.
Szedł parę kroków przede mną, gwałtownie się zatrzymując, przez co uderzyłam o niego. Zaczęłam się śmiać a Justin otworzył drzwi prowadzące do domu.
- To twój dom? - Spytałam rozglądając się. Wszystko było zupełnie nowoczesne, białe kafelki pod nogami, biało czerwone ściany, półki, różne szafki i szuflady również białe. W rogu stały schody prowadzące na drugie piętro, oraz wielki telewizor przyczepiony na ścianie, oraz przed nim duża, czarna sofa, oraz czarny, szklany stolik, na którym leżały jakieś gazety i niedopite piwo.
- Tak. - Zaśmiał się.
- Ładny.
- Wiem. - Parsknął i poszedł do kuchni która była tuż obok, wiem to dlatego że salon nie był rozdzielony od kuchni.
- Idź spać. - Powiedział wyjmując piwo z lodówki.
- Gdzie? - Uniosłam zaspale brwi
- Gdzie chcesz - Rozejrzał się dookoła z uśmiechem na twarzy.
- Bardzo śmieszne. - Skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Wiem. - Zaśmiał się cicho wzruszając ramionami.
- Dobra. - Prychnęłam ruszając w stronę salonu, potem na schody i na górę.
- Co ty robisz? - Usłyszałam głos Justina aka pedofila.
Otworzyłam jakieś drzwi i zgaduję że znalazłam się w pokoju Justina.
Chwiejnym krokiem ruszyłam do łóżka.
- Kurwa. - Mruknęłam do siebie przecierając twarz, przypominając sobie o Zaynie, i jego brudnym cielsku na mnie.
Wstałam szybko, po czym kompletnie tego pożałowałam. Zakręciło mi się w głowie i zupełnie nic nie widziałam.
Na szczęście ktoś mnie uratował od upadnięcia na podłogę.
- Usiądź. - Usłyszałam chrypowaty głos Justina, trzymającego mnie pod łopatkami.
Zrobiłam to co powiedział.
- Lepiej? - Zapytał siadając obok mnie, przyglądając się mojej twarzy.
Kiwnęłam głową potwierdzająco.
- Dziękuje.
- Nie masz za co. - Zaśmiał się.
- Uratowałeś mnie. - Spojrzałam na niego.
- To nic takie.. - Nie dałam mu dokończyć, szybko mu przerywając.
- Drugi raz. - Przełknęłam ślinę, patrząc się przed siebię.
- Idź wziąć przysznic. - Poklepał mnie lekko po plecach pomagając mi wstać.
- Umiem sama wstać - Powoli wstałam trzymając się jego ręki.
- Wątpię. - Parsknął na co przewróciłam oczami.
Justin zaprowadził mnie do łazienki, ozdobionej biało-kremowymi kafelkami.
- Rozgość się. - Zaśmiał się, niczym pedofil.
Nadal myślę że to pedofil, i nadal nie wiem ile ma lat. Kto normalny zabiera obcą dziewczynę do swojego domu?
- Dzięki. - Zmarszczyłam brwi po czym Justin wyszedł.
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.
Po skończeniu, zawinęłam swoje ciało w ręcznik.
- Justin! - Krzyknęłam jakby coś się paliło. Dosłownie pięć sekund później, Justin wparował przez drzwi.
- Szybki jesteś. - Uniosłam brew.
- Byłem za drzwiami. - Przewrócił oczami.
- Podsłuchiwałeś mnie?
- Co chciałaś? - Zmienił temat.
- Pedofil.. - Zagruchałam cicho.
- Cassie... - Westchnął zrezygnowany, wiedząc że i tak ze mną nie wygra, tym bardziej iż jestem pijana.
- Jak mam umyć zęby? Nie mam przy sobie szczoteczki.
- I dlatego krzyczałaś jakbyś zobaczyła ducha? - Złączył brwi.
- Tak. - Oparłam dłonie na moich biodrach, na co Justin gwałtownie spojrzał się na mój ręcznik.
- Justin! - Krzyknęłam zasłaniając się.
- Taa.. tak? Co? - Otrząsnął się, przecierając oczy.
- Szczoteczka? - Powiedziałam z niedowierzeniem, patrząc na niego wkurzona.
- Ah tak, mam zapasowe szczoteczki za lustrem. - Wskazał głową na lustro i powoli wyszedł.
Otworzyłam lustro i wyjęłam plastikowe pudełeczko z różową szczoteczką.
- Serio? - Zaśmiałam się cicho wyciągając szczoteczkę. - Boże, to pedofil. - Pomyślałam.
Wzięłam pastę i nałożyłam ją na szczoteczkę. Umyłam zęby i zapięłam mokre włosy w luźnego koka z tyłu głowy.
Od razu czułam się lepiej, i trzeźwiej. Nigdy więcej alkoholu.
Weszłam do pokoju gdzie nie było Justina. Nie chcąc go znowu wołać sięgnęłam do szafki i wyjęłam dużą, czarną bluzkę Justina_z krótkim rękawem. Założyłam ją na siebie po czym włożyłam czystą bieliznę ze swojej torebki, którą zawsze noszę na wypadek miesiączki, po czym wyjęłam dresy, za duże na mnie, które zwisały mi z bioder jak Justinowi. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół gdzie Justin robił kolację.
- Co robisz? - Podeszłam do niego, przyglądając się jego rękom.
- Parówki - Zaśmiał się spoglądając na mnie.
- Mniam - Oblizałam usta, trzymając się za brzuch.
- Lepiej się czujesz? - Spojrzał na mnie smarując chleb masłem.
- To nic, po prostu zakręciło mi się w głowie, czasami tak mam. - Wzruszyłam obojętnie ramionami.
- Oh.. to chyba niezdrowe? Idź do lekarza, albo coś.. - Mruknął z troską w głosie.
- Dobrze, mamo. - Przewróciłam oczami na co Justin cicho się zaśmiał.
- Masz ładną dupę w moich dresach - Spojrzał na mój tyłek, na co się zasłoniłam.
- Ty świnio - Pokazałam mu język.
- Przepraszam, ale mam słabość do pięknych kobiet - Puścił mi oczko na co się zarumieniłam.
- Chyba ci coś kipi.. - Wskazałam na bulgotającą wodę z parówkami.
- Kurwa. - Mruknął, po czym zakręcił gaz. Wyciągnął parówki na talerze, a ja położyłam kromki chleba na talerz.
- Ładnie pachnie - Zaciągnęłam się powietrzem.
- Wiem, danie a'la Justin délicieuses et parfumées saucisses (Tłumaczebie: Pyszne i pachnące parówki) - Próbował naśladować jakiegoś francuza.
- Tak, bardzo skomplikowane to danie - Spojrzałam na parówki na talerzu i kromki chleba posmarowane masłem.
- Umiesz francuski? - Zaśmiałam się szturchając go łokciem.
- Kiedyś wyjeżdżaliśmy z rodzicami do Paryża - Wzruszył ramionami i podał mi miskę z chyba dziesięcioma parówkami, a on wziął ketchup i talerz z chlebem. Ruszył pierwszy do salonu, a ja za nim. Położyłam parówki obok chleba i usiadłam na kanapie. Justin przyniósł jeszcze dwa talerze oraz dwa kubki herbaty i usiadł obok mnie.
- Co z twoimi rodzicami? - Zapytałam niepewnie.
- Mieszkają w LA, wyprowadzili się gdy skończyłem 18 lat, czyli jakieś dwa miesiące temu, i zostawili mi ten dom. - Westchnął patrząc się tępo w telewizor.
A więc ma 18 lat. O rok starszy.. czyli jest pedofilem.
- Oh.. przykro mi. - Szepnęłam widząc jego smutne oczy.
- Nie potrzebnie. Mają Jazzy i Jaxona. - Powiedział upijając łyk herbaty.
Uniosłam brew, na znak zapytania.
- Jazzy ma 14 lat, a Jaxon 16, to moje młodsze rodzeństwo.
Współczuję jego mamie, dziecko co dwa lata to obowiązek.
- Wiem jak to jest.. poniekąd. Wyjechałam stąd gdy miałam 7 lat, zostawiłam moją najlepszą przyjaciółkę.. a gdy miałam 15 lat, mój tata zginął w wypadku i wróciłam w piątek.
- Mruknęłam smutno bawiąc się włosami.
Zaczęliśmy jeść. Gdy skończyliśmy, umyliśmy po sobie talerze i weszliśmy na górę.
Położyłam się na łóżku zajmując je całe.
- A ty gdzie będziesz spał? - Zapytałam unosząc brwi.
- No tu. - Powiedział jakby to była najoczywistrza rzecz na świecie.
- Ale.. - zaczerwieniłam się. - To ja pójdę na dół. - Wstałam poprawiając ubrania.
- Nie, nie - powiedział pośpiesznie, z szerokim uśmiechem na twarzy. - Próbowałem - powiedział cicho.
- Będę spał na podłodze. - Uśmiechnął się.
- Nie będę spała w twoim łóżku, kiedy ty będziesz spał na ziemi. - Burknęłam.
- Pokój gościnny jest zajęty. - mruknął cicho.
- Dlaczego? - zapytałam siadając z powrotem na łóżko.
- Po prostu jest zajęte - Powiedział szorstko.

*Justin POV*
Przecież nie powiem jej że pokój gościnny służy do przechowywania broni. Musiałem jakoś wybrnąć, lecz ona sama to zrobiła.
- No dobrze, możesz spać ze mną, ale łapska z daleka, zrozumiano?
Bawi mnie to, gdy taka malutka dziewczyna, zupełnie nic nie rozumiejąca, udaje być groźną. Choć z jednej strony to trochę pociągające.
- Nie jestem z tych, którzy ruchają wszystko co popadnie - Skłamałem.
Cassie zaczerwieniła się i położyła się po jednej stronie dużego łóżka, przykrywając się kołdrą po nos.

Poczułem czyjeś ręce na swojej klatce piersiowej.
- Justin. - Usłyszałem cichy przyjemny głos Cassie.
- Tak? - Zapytałem zachrypiałym głosem, który zawsze mam po przebudzeniu.
- Co dzisiaj jest? - Zapytała cicho, obawiając się mojej odpowiedzi.
- Poniedziałek - Powiedziałem przecierając twarz, po czym spojrzałem na zegarek, 5:40
- Że co? - Krzyknęła szybko wstając z łóżka i patrząc w ekran swojego telefonu.
- Coś nie tak? - Zmarszczyłem lekko brwi.
- Ubiorę się i odowieziesz mnie do domu. - Rozkazała sięgając po swoje ciuchy.
- Okej - Zaśmiałem się cicho, powoli wstając.
Cassie skierowała się do łazienki z ubraniami, a ja poszedłem do łazienki na dole.

- Ile można czekać aż znajdziesz klucze? - Cassie stała w rogu drzwi, już gotowa do wyjścia, a ja nie mogłem znaleźć kluczy do auta i do domu.
- Mam je! - Krzyknąłem wstając z ziemi z kluczami na palcu.
- Wkońcu - Przewróciła oczami, patrząc na wyświetlacz telefonu.
- Kurwa - Szepnęła cicho, chowając kosmyk włosów za ucho.
- Coś nie tak? - Zapytałem zakładając swoją skórzaną kurtkę.
- Wszystko ok. - Powiedziała  smutno patrząc ostatni raz na wyświetlacz, po czym zablokowała telefon. 6:10.
- Nie możesz być smutna, gdy jesteś przy mnie. - spojrzałem na nią - Nie toleruje tego - mrugnąłem otwierając jej drzwi. Zauważyłem jej lekko różowe policzki, po czym się zaśmiałem.

- Dzięki że mnie odwiozłeś. - Usłyszałem delikatny głos Cassie wysiadającej z auta.
- Do usług - Uśmiechnąłem się nonszalancko. - Odwieźć cię do szkoły?
- Jeszcze dużo czasu. - Spojrzała na zegarek. 7:02
- Poczekam. - Nalegałem. Nie chcę by coś jej się jeszcze stało.
- Nie trzeba - Uśmiechnęła się przelotnie.
- Jak chcesz. - Odpaliłem silnik smutno się na nią patrząc. - Daj mi swój telefon.
- Po co ci? - Zmarszczyła brwi, wyciągając telefon z kieszeni spodni.
- Po prostu daj. - Przewróciłem oczami, wkurzony jej niewinnośćą.
Podała mi telefon po czym wpisałem swój numer zostawiając jej małą niespodziankę.

____________________

Witajcie! Wkońcu się doczekaliście kolejnego rozdziału.
Przepraszam że tak długo nie dodawałam rozdziału, lecz po prostu nie miałam czasu z powodu spraw rodzinnych, albo gdy już miałam czas, po prostu mi się nie chciało pisać, haha.
Mam nadzieję ze rozdział się podoba. Cały pisany na telefonie, więc mogą być błędy ortograficzne. Prosze byście nie pisali o błędach, ja to wiem. Dziękuje.
Chciałbym podziękować wszystkim ludzią którzy mnie wspierali i zachęcali do pisania xx

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 2

*Cassie POV*
Siedziałam na przystanku gdy podjechało tuż przede mną auto w centki w którym leciała głośna muzyka.
Nagle szyba z przodu się otworzyła i ujrzałam tego chłopaka ze sklepu.
- Wsiadasz? - Uchylił okulary przeciwsłoneczne i spojrzał na mnie.
- Nie. - Powiedziałam stanowczo krzyżując ręce.
- Autobus jest za godzinę. - Wskazał na rozkład jazdy.
- Poczekam. - Wzruszyłam obojętnie rękami.
- Nie, to nie. - Parsknął i zaczął odjeżdżać.
- Poczekaj! - Wstałam i się szybko zastanowiłam.
- Wiedziałem. - Zahamował i zaśmiał się.
Wkurzona otworzyłam tylnie drzwi gdzie siedziało dwóch chłopaków, wskazali bym usiadła po środku. Przepchałam się i usiadłam pomiędzy dwoma chłopakami.
Chłopak który prowadził odwrócił się na chwilę i rozebrał oczami.
- Gdzie jedziesz? -Zapytał kierowca, a mi zabrakło tchu. Podałam mu dokładny adres.
- Jestem Justin. To Chaz - Wskazał na chłopaka po mojej lewej, który się wyszczerzył. - To Christian. - Spojrzał na chłopaka po mojej prawej. - A to Ryan. - Poklepał chłopaka siedzącego obok niego.
- A ty? - Wykrztusił Ryan.
- Jestem Cassie. - Podałam Ryanowi dłoń.
- A ja? - Wyjąknął Christian.
Zaśmiałam się pod nosem i podałam mu dłoń, a ten ją ucałował.
- Gentelmen się kurwa znalazł. - Warknął Justin szybko odpalając gaz i zmieniając biegi.
- Oh, zamknij się Bieber. - Chaz spojrzał na Justina.
- Ty tylko na dziwki lecisz. - Parsknął Ryan, a ja się cała zarumieniłam.
- A ty nie? - Justin uniósł lewą brew.
Ryan wzruszył ramionami, a mi się robiło coraz ciaśniej. Chaz bawił się moimi włosami, a Christian trzymał dłoń na moim udzie, ta scena musiała wyglądać przekomicznie.
- To tu! - Prawie krzyknęłam widząc mój dwupiętrowy, biały dom ozdobiony wieloma oknami i dość płaskim dachem położonym na wskos.
- Serio? - Odchrząknął Justin widząc.
- Tak. - Zaczęłam się przepychać obok Christiana który gapił się na mój tyłek.
- Justin mieszka bardzo blisko. - Odezwał się Ryan.
- Taa, no i? - Justin zmarszczył brwi.
- Jakiś kilometr. - Zaśmiał się Chaz.
- To ja spadam. Dzięki za podwózkę. - Wydukałam przed autem machając wolną ręką do chłopaków.
- Shawty - zaczął. - Nie ma za co. - Mrugnął dumnie odjeżdżając.
Chłopaki machali mi jeszcze przez okno, na co się zaśmiałam.
Westchnęłam idąc po ścieżce prowadzącej do domu.
Gdy weszłam poczułam pyszny zapach prowadzący z kuchni.
- Oh, już przyszłaś. - Powiedziała uradowana mama zabierając ode mnie reklamówkę.
- Więcej nie idę do sklepu. - Zaśmiałm się.
- Dlaczego? - Zaczęła kroić marchewkę.
- Długa historia.
Mama się zaśmiała.
- Przyjdzie Steward na kolację.
- To ja zjem na mieście z Ashley. - Wstałam z krzesełka.
- Cassie .. - Westchnęła.
- Mamo, proszę. - Zaczęłam się przy niej wiercić.
- No dobrze. - Westchnęła.
- Yay! - Pisnęłam.
- Ale pomoż mi z kolacją, Steward przyjdzie za godzinę.
Wzięłam sałatę z lodówki i zaczęłam ją kroić. Gdy skończyłam poplasterkowałam parę pomidorów i ogórków.
- Już mogę iść? - Wytarłam ręce.
- Okey, tylko nie przyjdź późno. - Zaczęła wrzucać kotlety na patelnie
Poszłam szybko na górę i zadzwoniłam do Ashley.
- Halo?
- Hey, wyjdziemy gdzieś? - Rzuciłam się na łóżko trzymając telefon ramieniem.
- Właśnie po ciebie jadę. - Zaśmiała się.
- Okey, to idę się szykować - Uśmiechnęłam sie do siebie.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, 18:12.
Poszłam do łazienki się ogarnąć, czyli wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam i zakręciłam lekko włosy, założyłam krótkie, jeansowe spodenki, i białą bokserkę, na co założyłam lekki beżowy sweterek. Początek września nie jest już taki ciepły. Nałożyłam na twarz puder, oczy pomalowałam mascarą i zrobiłam kreski eyeleinerem.
- Gotowe. - Klasnęłam w ręce i wyszłam z łazienki.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, 18:48.
Zeszłam na dół gdzie Ashley gadała z moją mamą.
- Hej. - Uśmiechnęłam się.
- Cześć. - Pisnęła Ash.
- To ja już idę mamo. - Wzięłam torebkę i wyszłyśmy.
- Gdzie jedziemy? - Zapytałam.
- Na kolację, do Maca. - Zaśmiała się.
- Serio? - Wyszczerzyłam oczy.
- KFC?
Spojrzałam na nią wkurzona.
- To może pizza?
- Może być. - Westchnęłam.
Odpaliła auto i ruszyłyśmy.

- A więc. - Ashley wepchała wielki kawałek pizzy do buzi. - Przyjechałaś na zawsze?
- Tak, chyba tak. - Zaśmiałam się biorąc kawałek.
- Yaay! - Pisnęła.
Nagle w pizzerii zapadła cisza, a do środka weszła paczka chłopaków.
- Czy to.. - Nie dokończyłam gdy przerwała mi Ashley.
- Najbardziej wkurzajacy ludzie w szkole, i w mieście? - Dokończyła za mnie. - Tak. To oni.
- Kto to w ogóle? - Wzruszyłam obojętne ramionami znowu biorąc kawałek pizzy.
- Justin i jego pieski, wszędzie chodzą razem. Pamiętasz jak się poznałyśmy?
- Tak. - Przed oczami miałam obraz z tego dnia.
- Oddaj mój rowerek! - Krzyknęłam za chłopcem, który zabrał mój pierwszy rowerek. - Bo zawołam mamę!
Mały blondyn zaczął się śmiać razem z kolegami.
- To oni?! - Prawie że krzyknęłam, a pizza z buzi mi prawie wyleciała. Wszyscy ludzie się na mnie dziwnie spojrzeli.
- Tak, wiem. Zmienili się. Baardzo. - Ashley zrobiła duże oczy a ja zaczęłam się śmiać.
- Tak.. bardzo. - Zaśmiałam się niepewnie wycierając chusteczką rogi ust, na co Ashley się dziwnie na mnie spojrzała.
- Co? - Zapytałam.
- Jesteś dziwna .. - Wstała. - Ale to fajne. - Podskoczyła.
Zaśmiałam się i zaczęłyśmy iść w stronę drzwi, ja szłam za Ashley.
Nagle ktoś mnie zawołał i chwycił za ramię.
- Ey, Cassie. - To był Justin.
- Czego? - Wyrwałam mu się z uścisku.
- Przysiądziesz się?
- Nie mogę. - Poprawiłam torebkę zrezygnowana i wyszłam za Ash.
- Co tak długo? - Dziewczyna paliła papierosa. Podszedłam do niej i wyrwałam jej peta z ust.
- Nie pal. - Rzuciłam nim o ziemię i go zdeptałam.
- Jejkuu ... dzięki, Mamo.- Jękła i wsiadła do auta, na co się zaśmiałam.
-Już nie marudź.
Ashley mocno nacisnęła pedał gazu.
- Skąd masz prawo jazdy? - Wydarłam się.
- Ty nie masz w ogóle. - Zaśmiała się.
- Nie mówmy o tym.

-Już jestem. - Weszłam szybko do domu razem z Ash.
- Tutaj jesteśmy. - Zawołała mama na kanapie w salonie. Weszłam do salonu gdy ujrzałam całą rozczochraną mamę i Sterwarda.
- To ja już pójdę. - Skinęłam smutno i poszłyśmy na górę. Ashley u mnie zanocowała.

- Która godzina. - Podniosłam się leniwie z łóżka.
- 10:48 Mruknęła Ashley obok mnie.
- Trochę późno. - Jękłam. - Ale jeszcze minutkę.
Należy nam się. Poszłyśmy spać o 3 nad ranem.

- Która już jest? - Ashley  się szybko otrzepała i wyjęła telefon. - 13:10. - Szepnęła.
Szybko się zerwałam z łóżka.
- Już? - Krzyknęłam.
Skinęła głową i zeszła. Weszła do łazienki a ja się jeszcze położyłam przyglądając się drzwiom od łazienki.
Wyszła i zabrała swoją torebkę.
- Do zobaczenia później.
- Tak. - Uśmiechnęłam się do niej.
- Aaaa, zapomniałam ci powiedzieć - wróciła. - Dzisiaj idziemy na imprezę z okazji końca wakacji.
- Co? - Powiedziałam leniwie wstając.
- Dzisiaj niedziela, jutro do szkoły. - Zaśmiała się.
- Ah taak.. pierwsza klasa liceum. - Burknęłam po czym Ash wyszła.
Wzięłam świeżą bieliznę i od razu weszłam do łazienki, puściłam gorąca wodę. Wyszłam i się lekko wytarłam, nałożyłam na skórę krem do ciała o zapachu róży. Nałożyłam na mokre włosy odżywkę i je uczesałam oraz wysuszyłam.
Ubrałam bieliznę i wyszłam z łazienki po ubrania. Wzięłam białą bokserkę, którą włożę pod lekką kremową spódniczkę która sięgała jakieś 10-15 cm przed kolana. Wzięłam też czarną, skórzaną kurtkę z zawijanymi rękawami, oraz czarne botki z ćwiekami. Dzisiaj będę wyglądała inaczej.
Ruszyłam do łazienki zakładając przez głowę bokserkę.
Weszłam i założyłam spódniczkę, włożyłam bokserkę do środka, po czym założyłam kurtkę, i założyłam botki. Spojrzałam w lustro i nałożyłam na twarz puder i mascare.
- Umm.. - Spojrzałam na eyeliner leżący bezradnie obok lusterka.
- Może już się pomaluję na imprezę? - Pomyślałam. - Nie! Cassie opanuj się - przeklnęłam się w myślach i wyszłam z łazienki.
Moje długie, naturalnie lekko zakręcone włosy bewładnie wisiały na moich plecach.
Wyszłam z pokoju ruszając w stronę kuchni. Mama już była dawno w pracy. Wyjęłam chleb i go posmarowałam masłem, położyłam na dwie kromki po plasterku szynki, sera, ogórka i sałaty.
Wzięłam talerzyk i usiadłam w salonie. Chwyciłam pilot i puściłam bajkę "Tom i Jerry", gdy byłam mała bardzo lubiłam tą kreskówkę, dalej ją lubię.
Wyjęłam laptopa, puściłam głośno muzykę i weszłam na twittera, była już 17:21.
Minęło trochę czasu i nagle drzwi od domu zaczęły się otwierać.
Wystraszyłam się i nagle do domu wpadła moja mama że Stewardem.
- Oh Stew.. - Sapała całując go na wejściu. Steward ją całował po szyi a jego ręka kierowała się coraz niżej.
- Co to kurwa ma być?! - Wydarłam się wkurzona.
- Cassie! - Krzyknęła przestraszona matka.
- Jesteś dziwką! - Krzyknęłam zapłakana i szybko wbiegłam do swojego pokoju.
Wiem że trochę przegiełam, ale to nie tak, wszystko się zaczęło gdy tata umarł, to jest aktualnie jej szósty chłopak w ciągu dwóch lat. Tak jest cały czas, ja już więcej nie wytrzymam.
Weszłam szybko do łazienki i zobaczyłam jak strasznie wyglądam. Przemyłam brud z masakry i  wzięłam eyeliner, zrobiłam kreski, poprawiłam mascare i pomalowałam usta czerwoną, krwistą szminką, jeszcze puder i gotowe.
Wzięłam torebkę oraz telefon i wyszłam szybko z pokoju. Mama była z Stewardem w kuchni.
- Gdzie idziesz? - Zapytała matka.
- Jestem już prawie dorosła! - Wyszłam i trzasnęłam drzwiami.
Przeszłam trochę i zadzwoniłam po Ashley, a ta szybko po mnie pojechała.
- Co ci? - Zapytała smutnie Ash.
- Steward! - Krzyknęłam.
- Znowu?
Ashley o wszystkim wie, opowiadałam jej o tym przez skype, sms i tak dalej.
Kiwnęłam głową i wkońcu dojechałyśmy do jakiegoś baru, na zewnątrz było pełno świateł.
- To nie miała być domówka?
- Ktoś wynajął to pomieszczenie.
Weszłyśmy pewnym krokiem do środka a wszyscy nagle ucichli, było słychać tylko muzykę i szepty typu "Co to za laska?" albo "Będzie moja"
Szłam z Ash w stronę wielkich kanap które były tylko dla nas i naszych przyjaciół których zaprosimy, tzw. Pakiet Vip.
Na stoliku było pełno czystych kieliszków, szklanek i różnych pojemników na alkohol. Wzięłam szklankę i wlałam piwo.
Jedno, drugie, trzecie.
Ja i Ash już wymiękałyśmy.
- Gdzie moja rybka? - Zaśmiałam się.
- Jaka wiewiórka? - Ash zrobiła wielkie oczy.
- Stefan! - Krzyknęłam.
- Przecież Stefan to kot!
- Nie ważne! - Zaśmiałam się chcąc przebić muzykę.
- Chodź zatańczyć. - Pociągnęła mnie za rękę.
Zaczęłyśmy tańczyć, a raczej ocierać się w niebezpiecznej odległości o siebie i o innych ludzi.
Nagle ktoś mnie mocno szarpnął. Obudziłam się w jakimś pokoju przywiązana do łóżka.

*Justin POV*
- To tutaj. - Wskazał Ryan.
- Na pewno tu będzie Zayn? - Zapytałem.
- Tak, raczej tak. - Odezwał się Christian.
- Musimy to robić? - Zapytał Chaz.
- Stary, jesteśmy dwa tysiące do tyłu. - Burknąłem.
Weszliśmy a wszyscy tańczyli w rytm muzyki.
- Mamy się nie wyróżniać. - Powiedziałem a chłopacy skinęli.
Rozdzieliliśmy się szukając Zayna.
Wszystkie dziewczyny się o mnie ocierały a ja je odpychałem.
Wszedłem do jakiegoś pokoju gdzie ujrzałem Zayna całującego nachalnie jakąś dziewczynę która się darła.
- Zostaw ją skurwielu. - Wyjąłem broń ze spodni i skierowałem ją w stronę głowy Zayna który nagle się oderwał od dziewczyny.
- Cassie? - Wytrzeszczyłem oczy na widok dziewczyny.

___________________________

Wygląd Zayna: Zayn Malik

Cześć! Oto drugi rozdział przygód Cassie i Justina.
Podoba się? Zostaw komentarz!
Nie podoba się? Też zostaw komentarz ;)
Chcesz być powiadamiany na twitterze? Odwiedź podstronę "Informowani"
Love xoxo.

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 1

14 lat temu. (Mają po 4,5 lata)
- Oddaj mój rowerek! - Krzyknęłam za chłopcem, który zabrał mój pierwszy rowerek. - Bo zawołam mamę!
Mały blondyn zaczął się śmiać razem z kolegami.
- Hej. - Odezwał się rozśmieszony, delikatny głosik. Podeszła do mnie jakaś blond dziewczynka.
- Cześć. - Powiedziałam przez płacz.
- Co się stało? - Powiedziała smutnie.
- Mój rowerek. - Wskazałam palcem na blondyna pędzącego na moim rowerku jeszcze ze wstążkami na uchwytach.
- Dlacego go nie zabierzesz? - Zaśmiałam się słysząc jak dziewczynka sepleni.
- Oni mi nie oddadzą. - Tupnęłam nogą.
Dziewczynka zaczęła biec w stronę chłopca który zabrał mi rowerek.
-No idziesz? - Zatrzymała się na chwilę i spojrzała na mnie z iskrą w oku.
Klasnęłam w ręce i pobiegłam za dziewczynką.
Gdy goniłyśmy go po całym placu, wkońcu dowiedziałyśmy jak ma na imię -Justin-.
Gdy go wkońcu dogoniłyśmy, nie zdążyłam zahamować i wpadłam na niego, przewracając nas obojga.
Ashley (Ta blond dziewczynka dzięki której dogoniłam Justina) śmiała się  z całej sytuacji i dla pewności chwyciła rower.
-Zejdziesz ze mnie? - Blondyn zaśmiał się spode mnie, a ja ujrzałam jego zęby, a raczej ich brak, nie miał dwóch jedynek, co było przekomiczne.
- Śmiesznie wyglądasz. - Zaśmialam się wstając i otrzepując spodnie.
Ashley odstawiła niemądrze rowerek, a Justin od razu do niego podleciał i go zabrał.
Ja i Ashley go jeszcze goniłyśmy, ale nie chciało nam się, więc usiadłyśmy na kocyku popijając sok jabłkowy i poznałyśmy się bardziej.
- Przyjaźń na zawsze? - Ashley szczęśliwa wyciągnęła do mnie rękę.
- Przyjaźń na zawsze. - Odpowiedziałam tym samym.

11 lat temu (Mają po 7,8 lat)
- Ale ja nie chcę żebyś wyjechała. - Ashley usiadła na schodach przed moim domem rozklejając się.
- Ja też tego nie chcę. - Też się rozpłakałam wsadzając ostatnią walizkę do auta.
- Kiedy przyjedziesz? - Schowała twarz w dłonie.
- Nie mam pojęcia - westchnęłam. - To nie zależy ode mnie.
Przytuliłyśmy się do siebie na pożegnanie.
- Zawsze będę przy tobie. - Ścisnęła mnie mocno.
- Wiem o tym. - Płakałyśmy sobie w ramię jeszcze jakieś 5 min.
- Pora jechać. - Mama zatrąbiła wsiadając do auta razem z tatą.
- Do zobaczenia. - Jeszcze raz ją przytuliłam i weszłam do auta zapinając pasy. Gdy odjeżdżałam pomachałam jej jeszcze przez okno.
Gdy jechaliśmy nagle do auta, prosto na moje kolana, przez okno wpadła piłka do koszykówki.
- Mamo, zatrzymaj się. - Spojrzałam przez okno, była to piłka Justina.
- Nie możemy teraz się zatrzymać bo za 5 minut musimy być na lotnisku. - Zmieniła biegi.
- Ale mamo. - Pokazałam ręką na moje kolana, na których była piłka.
- Trudno. - Westchnęła.

2 lata temu (Mają po 15,16 lat)
- Zapamiętamy na zawsze jego olsniewający uśmiech, miłe spojrzenie oraz mądrą głowę. - Powiedział ksiądz. W tej chwili, ciało mojego taty znajduje się pod ziemią. Umarł, i nigdy nie powróci.
Nigdy go nie zobaczę.
Stałam przy grobie jeszcze jakaś godzinę.
"R.I.P Anthony Benson"
Pojechałam z mamą do domu. Obydwie płakałyśmy całą noc, spałam u mamy w pokoju, wiedziałam że teraz potrzebuje wsparcia.

Teraz (Mają po 17,18 lat)
-Długo jeszcze? - Zapytałam mamy która siedziała obok mnie.
-Londujemy za jakąś godzinę. - Uśmiechnęła się lekko.
Mama włożyła z powrotem słuchawki w uszy. Nie mogłam już wytrzymać w miejscu. Dwie i pół godziny lotu to dużo jak dla mnie, strasznie szybko się nudzę.
Podeszła do mnie stewardessa.
- Podać coś? - Zapytała że sztucznym uśmieszkiem.
- Umm.. - Zagryzłam dolną wargę. Patrząc jak kobieta stoi niecierpliwie. - Poproszę ... - Znów udawałam że się zastanawiam.
- Może pani szybciej? - Powiedziała przez zęby.
- Niech mnie pani nie pośpiesza. - Powiedziałam ostro. - Podobno służba tutaj jest dość płatna, a pani musi mieć przyklejony uśmieszek na twarzy, bo inaczej panią zwolnią. - Uśmiechnęłam się tak sztucznie jak ona.
Mama mnie szturchnęła ze śmiechem.
- Przepraszam za nią, poprosimy wodę. - Uśmiechnęła się do kobiety, a ta odeszła.
Czasami umiem być wredna, szczególnie jak mi się nudzi.
- Co to miało być? - Zapytała wkurzona, lecz z uśmiechem na twarzy jakby miała zaraz wybuchnąć śmiechem.
- Ale co? - Udawałam że nie wiem o co chodzi, i zaczęłam się rozglądać.
Mama westchnęła i z powrotem założyła słuchawki.
Siedziałam jeszcze jakieś 10 minut bez ruchu.
- No ja nie wytrzymam! - Krzyknęłam uderzając w mały stoliczek przyczepiony do siedzenia przede mną.
- Cassie. - Mama się na mnie spojrzała z niedowierzeniem trzymając słuchawki w rękach.
Nie odpowiedziałam zagryzając lekko dolną wargę.
Wstałam z miejsca i szłam w stronę toalety. Nie zauważyłam stewardessy która niosła dwie szklanki wody oraz kieliszek czerwonego wina na tacce.
- No kurwa.. - Powiedziałam spokojnie, czego stewardessa się nie spodziewała. - Przepraszam, to moja wina. - Uśmiechnęłam się sztucznie i przepchałam w stronę toalety.
- Zrobiła to specjalnie suka - Przeklnęłam ją w myślach, wycierając czerwoną plamę z mojej białej bokserski.
Ogólnie na sobie miałam białą bokserkę z dekoltem, oraz lekką, zwiewną, kremową spódniczkę.
Na nogach miałam kremowe Botki od sławnego projektanta za ok. 5.000 tys. dolarów. Moja mama -również projektantka jak i managerka- dostała zniżkę 50% i oczywiście nie mogła się powstrzymać. Bo przecież ponad dwa tysiące to nic ..
Próbowałam dalej ścierać, ale za nic nie chciało puścić.
- Trudno - Burknęłam
Wyszłam z toalety kierując się w stronę mojego siedzenia.
- Mamoo - Zaczęłam.
- Jeszcze 25 minut, jeśli nie będzie opóźnienia.
- O boże. - Opadłam bezwładnie na niewygodne siedzenie.
Reszta czasu jakoś poszła.
Wkońcu londujemy, 10 minut spóźnienia, ale co tam.
Gdy wyszłam z samolotu, słońce od razu zaczęło mi grzać w oczy.
Jeszcze chwilę czekałam na mamę na platformie rozglądając się.
- Nic się nie zmieniło. - Szepnęłam, jednak mama stała za mną.
- To prawda. - Objęła mnie ramieniem i wtuliła do siebie.
Było mi strasznie gorąco, za 3 dni kończą się wakacje, i czas do szkoły. Aktualnie jest sobota, 31 sierpień 2013 rok. Drugiego września do szkoły, o godzinie 09:00. - Moja data śmierci.
Nigdy nie lubiałam szkoły, a zwłaszcza matematyki.

-Daleko jeszcze? - Zaczęłam wiercić się na swoim siedzeniu obok mamy.
- Kiedy wkońcu przestaniesz tak marudzić?
- Kiedy dojdziemy. - Wyszczerzyłam się.
W tej chwili mama wjechała do garażu.
- Wkońcu! - Uniosłam ręce szybko otwierając drzwi. Mama nie zdążyła jeszcze zatrzymać auta i walnęłam drzwiami od auta o ścianę obok.
- Cassie! - Krzyknęła mama.
- Przepraszam! - Szybko wybiegłam z garażu w stronę drzwi, gdy je otworzyłam ujrzałam Ashley.
- Ashh! - Wydarłam się wpadając jej w ramiona.
- Cassie, tak bardzo tęskniłam. - Wypłakała mi w ramię.
- Ja też. - Przytuliłam ją mocniej, po czym się uwolniła.
- Ale sie zmieniłaś! - zaśmiała się.
- A ty wogóle. - Dotknęłam jej włosów.
Gdy byłam mała, zawsze kochałam bawić się jej długimi, blond włosami.
- Co to za .. - pokazała na czerwoną plamę na mojej bluzce. - plama? - Dokończyła.
- Wino - Uśmiechnęłam się przez zaciśnięte zęby.
- Cassie! Pomoż mi wyjąć te walizki. - Usłyszałam mamę, która niosła dwie duże torby.
- Chodź. - Pociągnęłam Ashley za rękę.
Zaśmiała się i pobiegła za mną do garażu.
- Wszystko się tutaj zmieniło, od twojego wyjazdu. - Ashley wzięła duży karton z płytami, a ja torbę z moimi ubraniami.
- Nie wydaje mi się. - Popchnęłam drzwi które prowadziły od garażu do salonu.
Gdy weszłam po raz pierwszy zamurowało mnie, stałam jak wryta.
Ściany pomalowane na delikatny, kremowy kolor, ozdobiony gdzie niegdzie kakaowymi paskami, podłoga zrobiona z białego drzewa świetnie wpasowała się do kakaowych szafek na których stały książki, oraz płyty. Na ścianie wisiał duży czarny telewizor, jakieś 50 cali. Przez wiszącym telewizorem stała kremowa, skórzana kanapa, dla czterech osób, ale mieści się więcej, obok niej stoją dwa fotele również kremowe, ze skóry. Przed kanapą stoi lekki szklany stolik, z szafeczką na dole, na której mieściły się gazety sprzed kilku lat.
Tuż obok były schody prowadzące na górę, gdzie był mój pokój, i sypialnia mamy.
Ogólnie było bardzo przytulnie, ale z szczyptą nowoczesności.
- Pójdziesz do sklepu? - Z zamysleń wyrwała mnie mama.
- Po co? - Położyłam torbę w salonie, Ashley zrobiła to samo z kartonem.
- Po jedzenie na obiad, nic nie ma w lodówce. - Otworzyła lodówkę. - Steward miał zrobić zakupy i pomóc mi wszystko rozpakować. - Wskazała na dziesiątki kartonów, walizek i torb.
Steward to chłopak mojej mamy, tak. Chłopak, CHŁOPAK, C H Ł O P A K. Tak bardzo go nie lubię, nie wiem dlaczego. On za wszelką cenę chcę mieć moją mamę, nie wiem czy to miłość .. Dla mnie też jest miły. Za miły, zdecydowanie. Zależy mu tylko na seksie, kiedyś chciał mnie obmacać na kanapie gdy mama była w kuchni, akurat wtedy kiedy położył swoją brudną łapę na moim udzie, mama weszła, a on udawał że nic nie robił. To niedorzeczne.
Kuchnia była połączona z salonem, gdzie było wejście do toalety.
Wszystko było czarno białe, co dawało nowoczesności, na ścianie były białe kafelki, na których były przyczepione małe lampy. Na suficie też jest wielka lampa, ale mama mówi że lepiej jaśniej, niż ciemniej.
- No okej. - Machnęłam ręką.
- Ja nie mogę z tobą iść. - Powiedziała smutnie Ashley.
- Dlaczego? - Spojrzałam na nią.
- Muszę odebrać Alexa. - Mruknęła.
Alex to jej młodszy brat, jest podobno bardzo wkurzający.
- Oh.. - mruknęłam. - Szkoda.
- Przepraszam cię bardzo
- Nie masz za co - zaśmiałam się. - Przecież nie musimy wszędzie razem chodzić.
Wzięłam moją torebkę i wyszłam z Ashley z domu.
Podwiozła mnie tuż pod sklep.
- To do zobaczenia. - Uśmiechnęłam się lekko i zamknęłam drzwi od auta.
Jeszcze nie mam prawa jazdy, nie miałam gdzie i kiedy zrobić.
Weszłam do sklepu biorąc koszyk na zakupy.
Wzięłam świeży chleb i parę bułek, długiego ogórka, dwa pomidory, kurczaka, cytrynę, parę ziemniaków i ciasteczka
Przyprawy i reszta rzeczy była już w domu.
Poszłam do kasy. Za mną stało parę chłopaków gdzieś w moim wieku, a ja się zaczerwieniłam, zawsze tak mam. Śmiali się i wygłupiali, nagle ucichli i coś szeptali. Zaczęłam się wiercić i denerwować, przede mną były jeszcze jakieś trzy osoby.
Nagle poczułam czyjąś łapę na moim pośladku, odwróciłam się i ujrzałam przystojnego blondyna w fullcap'ie, długiej bokserce i nisko opuszczonych spodniach.
Szybko dałam mu z liścia.
- Kurwa. - Złapał się za policzek, a jego koledzy się śmiali.
Odwróciłam się w drugą stronę. Chłopak mocno chwycił mnie za ramie, a moje serce zaczęło szybciej bić.

*Justin POV*
- Z jakiej racji mnie uderzyłaś? - Zacisnąłem mocno szczękę.
- Z takiej że jesteś świnią.
- A ty pewnie lesbą. - Pchnąłem.
- A ty gejem. - Spojrzała się na śmiejących się Ryana, Chaza i Christiana. - Jak widać nie ukrywasz tego. - Mówiła pewna siebie, a moi kumple ucichli.
- Chyba nie wiesz kim jestem. - Powiedziałem groźnie przyciskając ją do kasy.
- Nie, i nie chcę wiedzieć. - Powiedziała z goryczą w głosie, po czym się wyrwała.
Skądś ją znam.
Przyszła jej kolej w kasie, a sprzedawczyni się na mnie dziwnie patrzyła.
Wyszła ze sklepu nawet nie odwracając się.
Szybko zapłaciłem za piwa po czym wyszliśmy na parking.
Dziewczyna siedziała sama na przystanku.
- Przecież autobus jest za godzinę. - Odezwał się Chaz.
- No i? - Wzruszyłem ramionami.
- Nie możesz jej podwieźć?
- Co ja jestem? Jej służący?
- No weźź. - Wszyscy zaczęli.
- Niezła z niej dupa. Akurat na jeden numerek. - Christian oblizał usta patrząc się na nią.
- Nie wyobrażaj sobie za wiele - odezwał się Ryan.
- Widać że z luksusów, nie twoja klasa. - Zaśmiał się Chaz.
- Nie pierdolcie już. - Złapałem się za głowę. Spojrzałem się groźnie na wszystkich.

_____________________________________

Czeeeść! Oto pierwszy rozdział przygody Justina i Cassie.
Jak sądzicie? Czy Justin odważy się zagadać do Cass?
Mam nadzieję że się podoba c:
Mój twitter: @JustBelievePapi
Oficjalny twitter opowiadania, na którym wszystko, przejrzyście jest napisane: @MBIRONfanfioctio
Jeśli chcesz być informowany w zakładce "Informowani" napisz w komentarzu swój 'nick' z Twittera.
Love u.

Prolog

"Przyjaciel to największy skarb" Tak, to prawda, przyjaciel to najlepsza rzecz jaką można spotkać, a prawdziwy przyjaciel to już w ogóle. Wyobraź sobie że ktoś każe ci wyjechać i zostawić przyjaciółkę w małym miasteczku.
Tak, Stratford to małe opustoszałe miasteczko, nie jest to wieś czy coś, podobno imprezy słychać aż na kilku przecznicach. Ale nie o to chodzi. Gdy już wracasz wszystko jest inne, chociaż niektórzy się w ogóle nie zmienili, tak on pozostał taki jaki był, chamski i 'lansiarski'. "Dalej pamiętam jak ukradł mi rowerek" tego nie da się zapomnieć, nawet nie przeprosił.
"Płakałam za rowerkiem całymi nocami, aż wkońcu mama mi kupiła nowy, ale to nie było to samo."
Przyjaciółka też się nie zmieniła, ta sama stara Ashley.
Niby wszystko w porządku .. dopóki nie stanął do góry nogami, przez Niego.

wtorek, 19 listopada 2013

UWAGA! Ważne!

Witam. Chciałabym was serdecznie przeprosić, że tak długo nie pisałam, ale wiecie, nauka.. mam 4 zagrożenia.
Ale już trudno, nie piszę o swoim życiu.
Chcę was powiadomić że nie będę kontynuowała tego opowiadania. Usunę te rozdziały, i bohaterów, i zacznę pisać od nowa, w ogóle inne opowiadanie, też o Justinie.
Aktorzy może będą tacy sami, ale troszkę zmieniam.
Dziękuje też @awwbiebsy za to że może zrobi mi szablon, a jeśli nie to szukam jakiegoś dobrego szabroniarza. (Odsyłam na tt)
Nie chcę od nowa zakładać bloga, dlatego po prostu wszystko wykasuje.
Udzielam informacji na twitterze.
Twitter - @JustBelivePapi
Oficjalny twitter opowiadania: @MBIRONfanfictio
Instagram - Papibelieber
Facebook - Papi Wąsiewicz

                                         xoxo
                                        Papi